Mamuśka wylatuje z domu.

No i stało się.

 

Właściwie to nie wiem co mam powiedzieć…

To było parę dni temu.

Przyszedł do domu wieczorem, jak zwykle.

Zdjął buty, powiesił kurtkę.

Zrobił minę poważną i srogą, a w kącikach jego ust drgał  bezczelny uśmiech.

Nawet nie umiał go powstrzymać.

Podszedł do mnie i powiedział: ” Asiu, masz dwa wyjścia albo wylatujesz albo się z Tobą rozwiodę. Wybieraj.”

No nie spodziewałam się. Naprawdę.

Chyba nikt w mojej sytuacji nie mógłby się na to przygotować.

To przerosło moje możliwości, które i tak nieskromnie, uważam za nie najgorsze.

Wiele zniosę, ale to powaliło mnie doszczętnie…

 

Stanęłam  więc w fartuchu, pod ścianą, jak wryta,

bez znaczenia czy szczuplejsza czy bardziej utyta.

Stanęłam i rozdziawiłam paszczę,

ani nie płaczę ani nie klaszczę,

i nie wiem co się dzieje i o co chodzi,

a on na to; „Wiedz kotku, kto tu dowodzi,

zarządzam wyjazd. Jesteśmy wciąż młodzi!”

Boże mój drogi, ja nic nie pojmuję

i nie wiem kto z nas się dziś gorzej czuje.

Wącham  go szczodrze od prawa do lewa, a on:

„Koteczku, nikt mi dziś niczego nie polewał,

wcale zresztą nad tym nie ubolewam,

 bo rzadko tak dobry humor miewam.

Rzecz zarządzona. Pakuj manatki.

Zostawiam pracę. Zostawiam dziatki.

Biorę jeno Ciebie, mą żonę

i wszelkie rozmowy skończone.”

 

 

Obaw mnóstwo.  Totalny mętlik w głowie.

Co on wyprawia?

A co z dziećmi???

A jak coś się stanie???

A co z psem, kotem i papugą???

Dominik ma iść na urodziny w tym czasie.

Poza tym mieliśmy jechać do Krynicy w ferie.

No, a co z moją dietą???

Boże, mam bałagan w domu! Nie wpuszczę tu ani mamy ani teściowej tym bardziej….

Przecież ja się boję latać!

Zrobię szopkę w samolocie. Albo się upiję. Ze strachu.

Miałam siać już  moje pomidory na parapecie…Luty za pasem…

Zaraz, zaraz, o zgrozo!

PRZECIEŻ JA NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ!!!

 

No i tak mniej więcej szamotałam się z myślami tamtego wieczora, ale dla Tomcia wszystko jest proste jak drut.

Do dzieci przyjdą rodzice. Nakarmią też psa, kota i papugę.

Stać zawsze się coś może. Co to w ogóle za myślenie?!

Do Krynicy też się zdąży pojechać. CAŁĄ HAŁASTRĄ, bo nas nie będzie tylko kilka dni.

A co do ubrań, usłyszałam, że nie poszaleję, bo muszę się zmieścić w 10 kg.

Pomidory poczekają.  Bałagan też.

A w hotelu będzie siłownia…

 

No więc, cóż było robić. Zapędzona w kozi róg – zgodziłam się. Na wszystko.

Z wyjątkiem ubrań.

Nie pojadę jak kwoka. I już.  Koniec dyskusji.

Nie mam się w co ubrać…

…i zaczyna mnie to cieszyć:)

Mogę się zmieścić w 10 kg bagażu, nie ma problemu, ale całościowa kwota za wyjazd odrobinę wzrośnie :).

No trudno.

I tak oto wyruszamy na pierwszą  od kilkunastu lat, kilkudniową podróż we dwoje.

JESTEŚMY MŁODZI!!!

HURRRA!!!

P.S. Strasznie się boję. Naprawdę. Nie wiem czy dobrze robię, że opuszczam moją  bezpieczną grzędę. Potzrebuję wsparcia. Tak czy siak – trzymajcie za nas kciuki – proszę :).

3 komentarze

  1. mamaMar

    Ale pięęęęęęęęęęęęknie, ale cudnie..,. Baw się dobrze Asia i przez te kilka dni myśl o sobie „ja zakochana” a nie „ja mama”. Super się cieszę razem z Tobą i zmuszam męża do przeczytania tego wpisu, może go natchnie i jak odstawimy najmłodszego od cycka to… ech… rozmarzam się, a marzenia „to plany do wcielenia w życie” o!

  2. Beata

    Bawcie się dobrze i nie myśl przez te parę dni o niczym w końcu wam się należy 🙂
    Wrócisz zrelaksowana i gotowa do dalszych działań 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Aga

    EEE, no nie pogada.tylko pozazdroscic. Ale w tym potoku slow I mysli nie zdradzilas gdzie CIE maz zabiera. Ale wlasciwie jakie to ma znaczenie…Milego wypadu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *