Spod gruzu marzeń…

Chciałam tym razem być super hero. Zawojować świat niczym nastolatka.

Naprawdę chciałam.

Miałam wspaniały plan. Rozciągał się w mojej głowie niczym bezkresne chmury, bajecznie różowe kłębuszki marzeń… I ja ponad nimi. O ironio! taka lekka i powabna… i NAWET chciałam dotknąć tych chmurek koniuszkiem grubaśnego palucha, poczuć ich kuszącą, niebiańską konsystencję, ale grunt był za daleko. Jednak to wszystko co się działo w mojej głowie było tak wspaniałe, a ja upojona do granic możliwości moim kolejnym życiowym początkiem, że nie zakładałam, iż cokolwiek może pójść nie tak. A jednak… Życie nie jest gładkie jak pupka niemowlaczka, o czym pisała Aga we wcześniejszych komentarzach. I oto teraz mnie zsypało krostami. No cóż, taka barwna codzienność.

Kolejny obrazek w kalejdoskopie.

Ani chwili oddechu.

O litości! Gdyby to czytał jakiś psychiatra…. ale lepiej żeby nie ….

Wolę żyć w złudzeniu, że jestem normalna ;). Wybaczcie.

Upadek z różowych chmurek trochę bolał.

I szczęście w nieszczęściu odbył się bez udziału samolotu, bo mamuśka ostatecznie nigdzie nie poleciała. Grawitacja rzeczywistości rzuciła ją tylko siłą na glebę. Bez cackania się.

Zamiast Malty był pogrzeb i liczne zawirowania rodzinne, o których niekoniecznie chcę teraz pisać.

Gdy życie kładzie mi kłody pod nogi, potrzebuję trochę czasu by podnieść się z gruzu pogrzebanych marzeń.

Stąd ta głucha cisza, ale już jestem.

Macham do Was, jeszcze zakurzoną rączką i przesyłam pozdrowienia.

Zaczynamy kolejną rundę!

Kto mnie zna, ten wie, że jak się w coś angażuję to na 1000%.

Gorąca jak ogień. Płonę i spalam się po setki razy. Trochę jak Syzyf co pchał swój głaz w pocie czoła. Jednak nieskromnie stwierdzam, że moje starania są bardziej efektowne.

Nie brakuje iskier, płomieni i fajerwerków. I de facto popiół też jest.

I …pisklę Feniksa…

I …kolejne skojarzenia, rodzą się niczym króliki…

Chyba czas kończyć ten krótki wpis, by nie zapętlić się w nić Ariadny, bo wtedy to już nici ze wszystkiego….

Na koniec jeszcze tylko osobista sentencja.

Nigdy człowiecze nie możesz być pewien, że to co żyje dziś, nie umrze jutro, ale to co umiera może się odrodzić. To jest właśnie pojmowana przeze wiara, nadzieja i miłość do Boga, życia i ludzi.

Pozdrawiam Was serdecznie.

2 komentarze

  1. Beata

    Super ze wrocilas 🙂
    Przykro mi ze wyjazd nie wyszedł, następny na pewno wyjdzie i bedzie super 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *