O psuciu się

 

Wszystko czasem się psuje.

Humor, kran albo samochód.

Jedną z bardziej niechlubnych rzeczy, jakie mogą się człowiekowi przydarzyć, jest popsute jedzenie w lodówce.

Zawsze wtedy jest mi strasznie wstyd, ale po chwili by rozluźnić w sobie poczucie winy, przychodzi mi na myśl moja dawna sąsiadka, która zapukała do mnie i w sposób najbardziej prostolinijny jaki można sobie wyobrazić, zapytała mnie: ”Asiu, masz może trochę pleśni w lodówce? Karinka potrzebuje do szkoły”.

Zdębiałam wtedy i powiedziałam coś w stylu: „pójdę sprawdzić”.

Szukałam zawzięcie po wszystkich otwartych słoiczkach, zakopanych w przepastnych czeluściach lodówki, ale niestety nie udało mi się wtedy zakończyć poszukiwań sukcesem.

Od tamtej pory, gdy nam coś zaczyna rosnąć w lodówce, zawsze żartujemy z Tomciem: szkoda, że nie ma w pobliżu pani Małgosi.

Tak. Różnorakie są możliwości „psucia się”.

Ryba, dajmy na to, psuje się od głowy. Małżeństwo też może zacząć się psuć od głowy, ale jest jeszcze i wygimnastykowana szyja połączona z nią w mistyczny sposób. I tak naprawdę to potem już nikt nie wie jak to było z początkiem procesu fermentacji. A od fermentacji do fermentu droga krótka ;).

No, ale dziś nie o tym.

Chciałam napisać o pladze „psucia się”, jaka nas ostatnio dotknęła.

Wojtkowi kilka dni temu zepsuła się noga. Skręcił ją na szkolnych schodach. Naprawiamy ją od kilku dni okładami i maściami. Jedyny zaobserwowany skutek uboczny ich stosowania, to poprawa Wojtkowego humoru. No bo nie trzeba chodzić do szkoły, można leżeć jak król i „naparzać” bezkarnie w gierki. Jednak wszystko ma swoją cenę. Nadrabianie szkolnych zaległości jest bardzo kosztowne. Dziecko płaci podwójnym wysiłkiem, a matka swoim własnym zdrowiem ;).

Nasz stary, poczciwy, wysłużony pies też ma swoje niedomagania. Jemu z kolei zaczęła szwankować pupa. Konkretnie dopadł go nowotwór odbytu. Przeszedł pomyślnie operację wycięcia guza i liczymy na to, że jeszcze pożyjemy trochę razem. Mamy świetnego weterynarza. Zalecił nam wyciąg z czarnej huby. Już zamówiony. Czekamy. Podobno działa cuda.

W kontekście zepsutej pupy, przypomniał mi się teraz dzień pogrzebu cioci, oczywiście nie odbierając nikomu szacunku i nie rujnując powagi chwili.

Dzień ciężki jak ołów. Dzień, w którym śmierć jest namacalnie obecna wśród żywych. Jej majestat w każdym z nas budzi grozę. W każdym, z wyjątkiem dzieci. To one ten dzień, były w stanie uczynić, ciut lżejszym. Zupełnie niezamierzenie i zupełnie naturalnie.

Zziębnięci i przygnębieni po uroczystościach pogrzebowych udaliśmy się z rodziną na obiad do restauracji. Wszystkim nam towarzyszył smutek i przemożna chęć by ten dzień odpłynął już w niebyt. Tylko dzieci, wolne od tego uczucia, wsunęły w siebie rosół z apetytem i po chwili jak gdyby nigdy nic brykały pod stołem, potęgując swoim zachowaniem kontrast między śmiercią, a życiem, ale jednocześnie dając siłę i nadzieję.

W pewnym momencie, normalna rzecz, Leonkowi zachciało się kupę. Tomek dzielnie podjął się takiego wyzwania w miejscu publicznym i poszedł z nim do ubikacji. Po starannym przygotowaniu terenu, Leonek zasiadł na tronie. Męczył się biedny kilka minut i nagle powiedział do Tomka: ”pupa nie działa, lepiej w domu”.

Opowiedzieliśmy to na ucho mojej babci, której śmierć cioci złamała serce, i na jej pomarszczonej, udręczonej twarzy przemknął delikatny uśmiech. Pojawił się nieoczekiwanie jak promyk światła w najbardziej ponury dzień.

Nasze życie jest jak nieustanne łaskotki. Czasem do łez. Pełne paradoksów, kontrastów, absurdów…

Polecam przy okazji odsłuchanie piosenki Kultu, z płyty Tata Kazika „Knajpa morderców”. Tam, też są słowa o łaskotaniu, trochę w innym kontekście, niemniej jednak też dotyczącym śmierci i życia. Polecam.

Nasze plany, wyobrażenia,nadzieje…Wszystko to może się zmienić w każdej chwili. Osobiście mam wrażenie, że gdy zaczynam świrować z pisaniem własnego scenariusza, Ktoś tam na górze, bierze moją kartkę w rękę, uśmiecha się z politowaniem, mnie ją  i tworzy rzeczy po stokroć piękniejsze niż sama byłabym w stanie wymyślić. Urodzona w pakiecie z tabula rasa, taką skromną mam pozostać. Schować butność do kieszeni. Pozwolić by to samo życie i podarowane mi doświadczenia tworzyły opowieść. Mnie pozostaje tylko czytać, czytać, czytać – historię, którą Ktoś dla mnie napisał.

7 komentarzy

  1. Robaczek

    Ostatni akapit taki wymowny i jakże prawdziwy. Dziękuję, że piszesz i proszę nie rezygnuj z tego. Śle ciepłe pozdrowienia:)

    • admin

      To ja dziękuję, że jest ktoś, kto chce mnie czytać :). Dla mnie to najlepszy prezent za trudy sklejania zdań ( najczęściej po nocach ;)). Pozdrawiam ciepło w ten mroźny dzień.

  2. Beata

    Bo Jak jest duża rodzina zawsze jest wesoło, ale i zawsze coś się dzieje nie koniecznie tak jak się chce i nie koniecznie w danej chwili która nam odpowiada, ale myślę że to w Tym wszystkim jest pozytywne 🙂 Pozdrawiam Serdecznie Pisz dalej bo mi zawsze poprawiają humor Twoje przemyślenia 🙂

    • admin

      Niezwykle mnie cieszy, że potrafię poprawić Ci humor. I nie wiem czy wiesz, ale fakt, że ktoś mnie czyta i dopinguje do pisania pozytywnymi komentarzami, dodaje mi skrzydeł i mnnie również poprawia humor:). Gorąco pozdrawiam.

  3. 2+4 😊

    Trudno jest sie pogodzic z ta historia napisana przez „Ktosia”. A zarazem z biegiem czasu widac ze to wszystko miało swoj sens. P.s bardzo lubie Panią czytac

    • admin

      Dziękuję:). Pozytywne komentarze dopingują mnie do tworzenia :). Miło jest wiedzieć, że komuś podoba się to co robię, czuję wtedy, że to ma sens. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *