Bezsenna noc

A ja trochę lubię bezsenne noce.

Zaczynają się niewinnie.

Wieczorem, gdy już wszystkie dziatki śpią, sporadycznie i zupełnie spontanicznie, można rzec od wielkiego dzwonu, zasiadamy z Tomaszem do filmu.

Na co dzień telewizor jawi się jako wielkie pudło rozpaczy, błagające o litość by uruchomić w nim coś innego niż bajki.

W ostatnią niedzielę, było tak.

Cała ceremonia zaczęła się pytaniem Tomcia: „ A może coś obejrzymy dzisiaj?”.

Mówię: „Spoko, ale jutro poniedziałek. Wiesz o tym?” i uśmiecham się porozumiewawczo. Ostatecznie jednak zwycięża w nas chęć odmóżdżenia się i gdy chcemy już wygodnie zasiąść w salonowym kokpicie, okazuje się, że brak nam pilota. Zaczynamy gorączkowe poszukiwania: na podłodze, w szparach kanapy, na półce, pod stołem, na komodzie….

Kto pierwszy znajdzie, ten wygrywa. Wiadomo, pilot znaczy władza;).

Jednak po chwili nudzi mi się to szukanie i idę robić herbatę, a Tomcio szuka dalej. Wiem, że raczej sam niczego nie znajdzie, ale niech pomęczy się chwilę….

W końcu wpadam na pomysł: „ Sprawdź w szafce z butami. Leon dziś tam urzędował”.

Prawie zgadłam, ostatecznie pilot znalazł się zawinięty w szalik, na podłodze w przedpokoju.

Już siedzimy. Jest dobrze. Herbata też jest.

Tomcio pyka pilotem, bo choć to ja naprowadziłam go na przedpokój, to w rezultacie, on pierwszy fizycznie złapał to cudo techniki w ręce.

W telewizji zupełne fiasko. Nic nie ma.

W końcu stanęło na entej części „ Szybcy i wściekli”. Nic już nie mówiłam, pomyślałam tylko, że zaraz się słodko zdrzemnę z głową na kolanach Tomcia.

I tak też się stało.

Po kilkunastu minutach filmu, rozczarowanie Tomka sięgnęło zenitu i znów zaczął wertować kanały jak stronice w ogromnej księdze. Znalazł jakiś poroniony film inspirowany słynnym horrorem „Ring”, a że ja takich rzeczy kompletnie nie czuję, wywinęłam się czterema literami w stronę telewizora i zasnęłam na dobre.

Muszę tylko wtrącić, że gdy to ja dzierżę pilota w dłoniach, sytuacja ma się analogicznie. Tylko, że wtedy to Tomcio śpi.

I to jest reguła potwierdzająca fakt, że przeciwieństwa się przyciągają. W zależności od tego jaki ładunek niesie ze sobą telewizor, kolana przyciągną jak magnes moją lub Tomcia głowę. A jednak fizyka jest wszędzie!

Wracając do mojej niedzielnej, bezsennej nocy.

Największym jej paradoksem jest to, że zaczęła się od spania…

…ale potem nastąpiło przebudzenie…

Gdzieś między 23-24 ,Tomcio skończył oglądanie.

Obudził mnie delikatnie, mówiąc: „ Idziemy spać. Chodź na górę”.

Pokręcił się jeszcze chwilę po domu i poszedł do sypialni.

A ja obudziłam się i wcale nie miałam ochoty na sen.

Zaczęłam oglądać od połowy film o jakiejś hipisowskiej rodzinie, jeżdżącej po świecie busem.

Było w niej sześcioro dzieci. I chyba to najbardziej mnie skusiło do ślepienia się w ekran. Właściwie to zaczęłam śledzić akcję od momentu gdy umarła im matka. Pogrzeb, z powodu nacisku wpływowych rodziców, a wbrew przekonaniom męża i dzieci oraz ostatniej woli samej zmarłej, odbył się tradycyjnie. Przełomowym momentem filmu była scena, gdy ojciec ze swoimi pociechami odkopuje trumnę i załadowuje ją do busa, po czym wywozi ciało gdzieś na bezkresy i wspólnie organizują uroczystą ceremonię kremacji. Potem zaś, wedle przedśmiertnego życzenia nieboszczki, dokonują już mniej podniosłego, spuszczenia  jej prochów w publicznym kiblu.

Cóż mówić, scenariusz nad wyraz kolorowy!

A ja durna, dałam się wciągnąć. Pomimo mojego oburzenia takim rozwojem akcji, obejrzałam film do końca, po czym wyłączyłam telewizor. Rozbudzona na maksa, postanowiłam doczytać do końca, rozpoczętą kilka dni temu książkę. Gdy doczytałam ostatnie zdanie, uświadomiłam sobie, że jest bardzo późno, a ja wcale nie czuję się senna. Mimo to poszłam do łazienki, pokornie się umyłam, przebrałam w piżamę i udałam się do alkowy.

Spania jednak nie było.

Wierciłam się jak głupia z boku na bok. Moje myśli, jak spuszczone ze smyczy, zaczęły swoje harce. Płynęły mimowolnie i nie mogłam ich w żaden sposób okiełznać.

Gdy miałam już w myślach zaplanowane wpisy na bloga na pół roku wprzód, ubraną całą rodzinę jak z obrazka na majową komunię chrześniaczki, przerobione wszystkie kolory włosów na mojej głowie, zaplanowane obiady na cały nadchodzący tydzień, postanowiłam wstać.

Poszłam się napić. Tylko napić. Na szczęście nigdy w życiu nie zdarzyło mi się nocne podjadanie, w tej kwestii jestem niezwykle mocno ugruntowana. Myślałam nawet by uruchomić komputer, ale czułam, że to już przesada.

Wróciłam jak zbity pies do łóżka i wsunęłam bezczelnie lodowate stopy między rozpalone nogi Tomcia. Walczyłam o sen dalej. Skronie bolały mnie, jakby ktoś ściskał je w imadle, chcąc wydusić z mojej głowy najbardziej absurdalne myśli. Płynęłam już na Titanicu, na samej rufie i już prawie odpłynęłam, gdy obudził mnie odgłos pękającego lodu. To któreś z maluszków puściło bączka ;). No i walka o sen zaczęła się na nowo.

W końcu zdesperowana i zła, obudziłam Tomka: „Mam bezsenną noc”, na co odpowiedział przez półsen: „ O, to straszna lipa”.

„Lipa, lipa, lipa”- myślałam bezwiednie. I nie wiem jak i nie wiem kiedy, znalazłam się pod lipą czarnoleską i zaczęłam gadać z Kochanowskim jak z najlepszym kumplem. Słońce delikatnie przebłyskiwało przez liście, wiatr muskał rozpaloną twarz. I zrobiło się tak miło. I tak sennie….

I gdzieś tu kończy się ta noc. Nie wiem, która była godzina, ale niebo wydawało się już jaśniejsze.

Nie pytajcie mnie jak wyglądał poranek. Dodam wielodzietny poranek.

Uratowała mnie tylko siła mojego ego, która wyparła we mnie przemocą, potężną potrzebę snu i postawiła mnie, rzec można, zupełnie bezprawnie do pionu, bym była w stanie przywitać się z poniedziałkową rzeczywistością.

P.S. A wiecie dlaczego lubię takie noce? Bo na drugi dzień przepuszczam te wszystkie bezsenne myśli przez sito dnia i zawsze coś na nim zostanie. Jakaś myśl, cenna jak mały okruszek złota.

No i muszę się pochwalić, że owocem tych ostatnich nocnych przemyśleń jest zmiana koloru na głowie. Jestem teraz PLATYNOWĄ BLONDYNKĄ :).

2 komentarze

  1. Beata

    Znam ten ból z bezsennymi nocami, niestety u mnie tv se nie włączę bo pobudze pół chałupy, zostaje mi telefon lub tablet i siedzę zamknięta w kibelku az mnie zmozy sen, a zazwyczaj jest tak ze przekrecam się z boku na bok starając się o niczym nie myśleć (choć to trudne) przy czym dodam ze mąż mój zasypia gdy tylko poczuje poduszke 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *